






Życie na zewnątrz pędzi do przodu,
My na szczęście nie musimy biec.
W świecie,w którym żyjemy oboje,
nie ma miejsca na chaos i pośpiech.
Kiedy zima okrywa białą pierzyną
pola, łąki
i przed naszym domem próg,
My zasiadamy
przed ogniskiem w kominku
i snujemy rozmowę ,
jak wielki...
możemy przeżywać cud....
że nasze drogi zeszły się tu..
Tu, gdzie z dala od zawistnych spojrzeń
i przykrych słów,
możemy spełniać nasze marzenia,
i żyć tak,
jakby nie istniał nasz dawny wróg.
A gdy przychodzi wiosenna pora,
pierwszy kwiat na łące zakwita,
ptak swój koncert wyda nad polem,
nas nadzieja o świcie wita...
Mówimy wtedy sobie nawzajem,
że to znowu kolejny dzień,
w którym możemy wspólnie razem,
z prozą życia zmagać się..
A w tym wszystkim jest to najpiękniejsze,
że pragnienia drzemiące w nas
wydają dobry owoc,
bo jednakowo dążymy do tego,
by istniał nasz osobliwy świat.









Popatrzyłam na twoją twarz:
Nie było na niej odbicia radości
Oczy smutne, a w kącikach ust
wymuszony uśmiech,
wiem, to dla mnie,
bym się nie martwiła.
Ale ty wiesz, że się martwię i...
nic tego nie zmieni,
żadne twoje zapewnienie,
że jest wszystko w porządku..
wiemy oboje, że nie jest.
Mówisz mi, że już niedługo
zostanę sama....To boli, nie mów,
nikt nie zna dnia, ani godziny,
nie mów, nie twierdź,
że wiesz coś ...
czego nie możesz wiedzieć.
ja znów przestanę istnieć...
tak jak ty beze mnie..to twoje słowa,
ale odnoszą do nas wzajemnie.
Jesteśmy jednością i jedno bez drugiego
nie przetrwa...

Skrzy się ogień na kominku,
ciepło robi wkoło,
myśl przebiega przez życiorys,
pamięć sceny wznawia,
chciało by się pozaglądać
w kąty minionego,
może by coś można zmienić,
ze źle przeżytego.
Czas lekarzem jest nazwany
przez tych co nie mają,
iskry życia gdzieś straconej
w nawale
bolesnych zdarzeń.
Myślą sobie,
że on balsam cudny zastosuje
wszystkie rany nim pozmywa
i.... zapomnieć już się umie.
A to nie jest takie proste,
wiem to z doświadczenia,
tak się przeszłość wryje w pamięć,
że aż przyszłość zmienia.

Polna droga,
szara droga,
porośnięta
wzdłuż trawami,
polnym kwiatem
opleciona,
ozdobiona kamykami.
Trochę kałuż,
dużo błota,
gdy jesienna
przyjdzie słota,
to znów piaskiem
w oczy sypnie,
gdy w nią wiatr
zawieje sprytnie.
Taką drogę
ukochałam,
przy takiej się
wychowałam.
Często na miedzy
siadałam,
szumu lasu,
śpiewu ptaków
tu nasłuchiwałam.
Dziś, gdy patrzę
na tę drogę,
łza się w oku zbiera.
czemu kiedyś
nie wiedziałam...
...tego, co wiem teraz.
Teraz bym stąd
nie odeszła
żadnymi asfaltami,
dla mnie nie ma
piękniejszej drogi,
niż ta , między polami.
